fbpx
pexels-cottonbro-4721131

Zdrowe dzieci (cz. III) - Jedzenie lekarstwem

„Twoje pożywienie powinno być lekarstwem, a Twoje lekarstwo powinno być pożywieniem” mawiał najwybitniejszy grecki lekarz Hipokrates, uznawany za praojca medycyny. To przysłowie ukazuje nam, jakie pożywienie jest istotne w naszym życiu. Dlaczego chorujemy? Właśnie dlatego, że traktujemy żywność jako coś co ma zaspokoić nasz głód, naszą potrzebę smaku. Nie traktujemy pożywienia jako coś co ma utrzymać nasze zdrowie i życie na jak najwyższym poziomie. Jak pisałam wcześniej my dorośli powinniśmy dbać o nawyki żywieniowe naszych dzieci od najmłodszych lat.

Tylko od nas zależy jak będzie wyglądało życie i zdrowie naszych pociech w przyszłości. W tej kwestii nie możemy iść na ustępstwa i łatwizną. Kierujmy się dobrem naszych najmłodszych, chrońmy je przed chorobami cywilizacyjnymi. Na swoim przykładzie mogę pokazać, jakie żywienie jest ważne w życiu każdego z nas. Jeżeli dbamy o to, co jemy, lekarstwa i lekarze idą w odstawkę. Nie neguje tego, iż w niektórych przypadkach medycyna akademicka jest niezbędna, ale w dzisiejszych czasach nagminnie i niepotrzebnie stosowana. Mam tutaj na myśli przede wszystkim antybiotyki, którymi faszeruje się nasze dzieci od początku ich życia. Znam przypadek dziewczynki, która jednego roku dostała 15 razy antybiotyk. Nie chorowała na nic poważnego, były to zwykłe przeziębienia lub grypy.

Dziecko po tej antybiotykoterapii po dwóch latach nie może dojść do siebie. Lekarze przepisują silne leki na wszystko, począwszy właśnie od przeziębienia skończywszy na zapaleniu oskrzeli, a wiadomo, iż te choroby wywołują wirusy. Antybiotyki w walce z wirusami są nieskuteczne, prędzej czy później organizm sam zwalcza chorobę, ale przypisujemy zasługę wyzdrowienia antybiotykom. Przez ostatnią dekadę użycie antybiotyków o szerokim działaniu wzrosło o ponad 50 procent. Wiadomo, iż antybiotyki niszczą naszą pożyteczną florę jelitową i wywołują przy tym szereg nieprzyjemnych i trudnych do wyleczenia dolegliwości. Pamiętajmy, iż wytwarzają one szkodliwe substancje, w tym kancerogenne, wytwarzają korzystne warunki dla rozwoju bakterii i drożdżaków oraz osłabiają układ odpornościowy. Reasumując, im więcej antybiotyków w dzieciństwie, tym większe ryzyko zachorowania na choroby bakteryjne w przyszłości. Na szczęcie ludzki organizm ma zadziwiająco skuteczne możliwości regeneracyjne i obronne. Nie są mu potrzebne żadne antybiotyki. Dochodzenie do pełni sił może mu zabrać nieco więcej czasu, ale za to jest ono kompletne. Wraz z nadużywaniem farmaceutyków, mamy wielki problem z żywieniem naszych dzieci.

Pracuję z małymi dziećmi i ich rodzicami od 11 lat i jestem przerażona skutkami, które nastaną jak nasze dzieci będą dorastać. Obserwuję, co dzieci jedzą, jaką mają odporność i jak wygląda uzębienie nawet najmłodszych dzieci. Jest to ogromny problem i mało kto go dostrzega. Często rozmawiam z rodzicami na temat żywienia ich dzieci. W dietach najmłodszych przeważa cukier i syrop glukozowo – fruktozowy. Obojętne czy jest to pożywienie czy napój. Zdaję sobie sprawę z tego, iż cukier jest wszechobecny. Jest w pieczywie, nabiale, mięsie, wszędzie. Jednakże my dorośli powinniśmy czytać etykiety i wybierać produkty o prostym składzie, najmniej przetworzone. Moim zdaniem lepiej dać dziecku do zjedzenia naturalny jogurt zmieszany z owocami i miodem niż typowy serek ze sklepowej półki. Różnica między nimi jest ogromna. Rodzice nie muszą wybierać tylko ekologicznych produktów. Zdaję sobie sprawę, że nie należą one do najtańszych. Wybierajmy produkty sezonowe, lokalne, zakupione na przydomowych targowiskach. Unikajmy supermarketów i owoców czy warzyw, które musiały przebyć pół świata żeby trafić na nasz stół.

Bardzo często rodzice małych dzieci, mówią mi, co dziecko lubi jeść, a czego nie. Jeżeli mówię im o zdrowszych zamiennikach, przekonują mnie, ze ich dziecko tego nie zje. Mówimy tu o „nawykach żywieniowych” rocznego dziecka. W takich momentach, wiem już wszystko o diecie, jaka panuje w ich domu. Najgorsze jest to, iż rodzice nie próbują nawet wprowadzać zmian w diecie swojego dziecka, bo tak jest wygodniej. Zaobserwowałam, iż rodzice podejmujący próby zmiany diety na zdrowszą, bardzo szybko rezygnują i poddają się, jeżeli nie potrafią nakłonić swego dziecka do zdrowego jedzenia. Nie możemy rezygnować gdy dziecko odmawia, wręcz przeciwnie, dobrze jest ponawiać próby. Jedno z badań wykazało, że trzy czwarte rodziców poddaje się już po trzech odmowach, a tymczasem stwierdzono, iż tych prób trzeba podjąć od ośmiu do piętnastu. Gwarantuje, iż wkońcu się udaje. Przykład moich dzieci. Nie jest tak, iż moje dzieci lubią i jedzą wszystko, ale wiedzą już, że wszystkiego muszą spróbować. Dzięki temu moje dzieci codziennie piją zielone koktajle, mój syn uwielbia pastę z buraków i ciecierzycy, jada zupy wyłącznie z kaszą jaglaną, inne mu nie podchodzą. Moja córka uwielbia chleb jaglany z cebulą i niczym więcej. Moi drodzy to nie jest tak, że one to lubią i to jedzą.

To moja praca, ciągłe próby i eksperymentowanie w kuchni od samego początku. Moje dzieci pomimo młodego wieku są świadome tego, co jedzą. Jestem z tego bardzo dumna, iż mogę przekazać moim najbliższym wiedzę na temat tego, co dla nich najlepsze.

//c.d.n.

Autor: Anna Szczęch

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Udostępnij
Polub nas na Facebooku!
Obserwuj nas na Instagramie!